Przejdź do treści

Podróż do Japonii – co zobaczyć i co spakować?

Jedziesz do Japonii na dwa tygodnie? Zobacz, co warto zwiedzić, o czym pamiętać przy pakowaniu i jak nie przepłacić za internet.

Japonia to dla wielu osób kierunek marzeń. Kłopot w tym, że mało kto może rzucić wszystko i jechać tam na dwa miesiące. Zwykle masz do dyspozycji dwa, może trzy tygodnie urlopu i nagle trzeba zdecydować, jak efektywnie ułożyć plan zwiedzania. Dobra wiadomość jest taka, że nawet w tak krótkim czasie zobaczysz sporo, pod warunkiem że kilka rzeczy przemyślisz i zaplanujesz wcześniej. Resztę ustalisz już na miejscu, a Japonia akurat nagradza tych, którzy zbaczają ze wcześniej wyznaczonej trasy.

Co zobaczyć: klasyki i mniej znane miejsca

Zacznij od tego, co znane, bo na pewno jest znane nie bez powodu. Tokio przytłacza skalą i rozmachem. Kioto to świątynie, drewniane uliczki dzielnicy Gion i ogrody jak z pocztówki. W Osace je się na ulicy, w Narze po parku chodzą kłaniające się jelenie, a z okolic Hakone przy dobrej pogodzie widać Fudżi. Hiroszima i pływająca brama torii na wyspie Miyajima to z kolei przystanek, przy którym warto zwolnić.

Jeśli masz choćby kilka dni zapasu, zejdź z głównego szlaku:

  • Kanazawa to jeden z najpiękniejszych ogrodów w kraju i dawna dzielnica gejsz bez tłumów rodem z Kioto.

  • Takayama w górach kusi starówką z czasów siogunatu i porannym targiem nad rzeką.

  • W dolinie Kiso przejdziesz fragment historycznego traktu Nakasendō między odrestaurowanymi wioskami Tsumago i Magome.

  • Naoshima to wyspa zamieniona w jedną wielką galerię sztuki współczesnej.

  • Na górze Kōya prześpisz się w buddyjskim klasztorze i wstaniesz na poranne modły.

O takich miejscach znajomi rzadko opowiadają po powrocie, jednak nie oznacza to, że nie są one warte zobaczenia.

Jak poruszać się po Japonii i nie przepłacać

Dla kogoś, kto woli planować podróż samodzielnie, niż kupować gotową wycieczkę, Japonia jest wygodniejsza, niż się wydaje. Między większymi miastami kursują pociągi shinkansen: szybkie, punktualne i proste w obsłudze nawet bez znajomości języka.

Jeśli zamierzasz sporo się przemieszczać, policz, czy nie opłaci Ci się Japan Rail Pass: przy wielu dłuższych przejazdach zwykle wychodzi taniej niż pojedyncze bilety.

Na jedzeniu również nie musisz przepłacać. Całodobowe sklepy typu konbini oferują świeże i naprawdę przyzwoite dania za równowartość kilkunastu złotych. Miska ramenu, zestaw teishoku w barze czy onigiri z półki to codzienność miejscowych. Do spania wybierz hotel biznesowy, hostel albo kapsułę: czysto, tanio i dokładnie tam, gdzie akurat potrzebujesz.

Nie bój się pomylić dróg i patrz w górę

Najwięcej przyjemności w japońskich miastach daje zwykłe chodzenie bez celu: skręć w wąską uliczkę, wejdź do sklepiku, usiądź w barze, w którym jest osiem miejsc i żadnego menu po angielsku. Najlepsze rzeczy do jedzenia rzadko stoją przy głównej ulicy. Bywa, że najlepszy makaron w okolicy serwuje mały lokal bez szyldu po angielsku, do którego trafisz wyłącznie przez przypadek.

Warto przy tym wyrobić sobie od pierwszego dnia jeden nawyk: patrz w górę. W Japonii życie toczy się w pionie. Restauracja polecona Ci przez kogoś w hotelu bywa na siódmym piętrze biurowca, bar na dwunastym, a księgarnia w podziemiach. Szyld przy windzie to często jedyny ślad, że w ogóle tam są.

Żeby móc się tak gubić bez stresu, potrzebujesz jednego: stałego dostępu do internetu w telefonie. Dopóki masz pod ręką mapę i tłumacza, każda przypadkowa uliczka jest przygodą, a nie ryzykiem. Warto pobrać mapę okolicy w wersji offline, ale nawet ona nie sprawdzi rozkładu pociągu na bieżąco ani nie przetłumaczy menu w kolejnym barze.

Zamiast płacić za roaming albo szukać lokalnej karty na lotnisku, wgraj do telefonu Saily eSIM do Japonii jeszcze w domu. Po włączeniu telefonu masz zasięg, bez wymiany karty i bez rachunku, który psuje humor po powrocie.

Bilety, które trzeba mieć załatwione z wyprzedzeniem

Kilka atrakcji rządzi się własnymi prawami i nie zwiedzisz ich z marszu: Jeśli w planach masz Muzeum Nintendo pod Kioto albo Muzeum Studia Ghibli w Tokio, bilety musisz zdobyć z dużym wyprzedzeniem, często dwa, trzy miesiące wcześniej.

  1. Wejściówki do Muzeum Nintendo rozdziela comiesięczna loteria, w której daty rezerwuje się mniej więcej trzy miesiące przed wizytą.

  2. Bilety do Muzeum Ghibli w Tokio trafiają do sprzedaży raz w miesiącu i znikają w kilka chwil.

Gdyby wejściówki do tokijskiego muzeum się rozeszły, pozostaje jeszcze Ghibli Park pod Nagoyą, ale i tam bilety rezerwuje się z wyprzedzeniem.

Co spakować i o czym pomyśleć przed wylotem?

Zasada jest prosta: pakuj się lekko, bo w Japonii dużo się chodzi, a hotelowe pokoje bywają ciasne. Na liście rzeczy niezbędnych warto umieścić:

  • Paszport. Obywatele Polski podczas pobytu turystycznego do 90 dni nie potrzebują wizy, ale zawsze trzeba mieć przy sobie paszport.

  • Wygodne, rozchodzone buty. Dzienny dystans potrafi zaskoczyć. Przyda się też obuwie łatwe do zdjęcia, bo w wielu miejscach wchodzi się bez butów.

  • Ubrania na cebulkę, dopasowane do pory roku. Lata są parne, zimy chłodne, a różnice między regionami spore.

  • Trochę gotówki i portmonetkę na bilon. Mniejsze lokale i świątynie wciąż wolą gotówkę, a monety zbierają się błyskawicznie.

  • Powerbank. Przy mapie i tłumaczu w ciągłym użyciu telefon rozładowuje się szybciej, niż myślisz.

  • Przejściówkę do gniazdek. W Japonii są inne wtyczki i niższe napięcie niż w Polsce, więc bez adaptera nie naładujesz sprzętu.

  • Małą chusteczkę albo ręcznik. W wielu publicznych toaletach nie ma czym wytrzeć rąk, dlatego miejscowi noszą swoje.

Reszta zależy od Ciebie

Wybierz kilka miejsc, w tym choć jedno spoza utartego szlaku, zarezerwuj z wyprzedzeniem to, co wymaga rezerwacji, spakuj się z głową i zostaw sobie trochę miejsca na to, czego nie zaplanujesz. To właśnie te nieplanowane skręty w boczną uliczkę zwykle zostają w pamięci najdłużej. Samodzielnie zaplanowany wyjazd ma nad gotową wycieczką tę przewagę, że to Ty decydujesz, gdzie zostać dzień dłużej, a co odpuścić bez żalu.

Artykuł sponsorowany